Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
412 postów 406 komentarzy

w obronie praw mojego kraju...

Humpty Dumpty - Animalia, Chordata, Vertebrata, Mammalia, Placentalia, Primates, Hominoidae, Homo, Homo sapiens.

ZUS – afera większa od paliwowej’

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Publikując tekst „Gwiazdowski wie, jak naprawić ZUS” nie spodziewałem się aż takiej reakcji. No to przypomnijmy temat.

Za darmo można dostać tylko po ryju, jak mówi jeszcze przedwojenne przysłowie.

Tak samo ci, którzy pracowali w wielkich firmach, zatrudniających nawet i dziesięć tysięcy chałupników (Melkator sp. z o.o., GESTIO SA w Tychach), i którzy mogli zamiast całej składki ZUS opłacać jedynie składkę zdrowotną, musieli jakoś „rewanżować” się swojemu nakładcy.

Bo raczej trudno mówić o wynikach ich pracy, skoro zarabiali… 28 zł miesięcznie!

Od tej kwoty były płacone składki zdrowotne.

Pomysł na transfer pieniędzy był dziecinnie prosty.

Oto wykorzystując fakt, że 99,99% zatrudnionych stanowili przedsiębiorcy, powołano do życia

CWIG – centrum wspierania inicjatyw gospodarczych.

Najczęściej była to jedynie strona w internecie, na której wpisywano kolejne nazwiska bądź nazwy firm należących do chałupników.

Niby po to, by dzięki takiej reklamie móc wzmóc swoje obroty.

Za CWIG trzeba było zapłacić.

Dziwnym trafem połowę tego, co kosztowała składka ubezpieczeniowa, czyli ok. 300 zł.

Przy czym przedsiębiorca fakturę zaliczał do kosztów.

Policzmy – w szczytowym okresie prosperity GESTIO SA za CWIG pobierało miesięcznie:

10.000 * 300,- zł = 3.000.000,- zł!

Trzy miliony miesięcznie, proszę państwa, czyli tyle, ile kasjerka w Lidlu zarobiła wówczas przez…. 150 lat.

A takich firm było sporo.

Praca nakładcza, jaką wykonywali „chałupnicy”, była również bez sensu.

Nie było to bowiem nawet składanie przysłowiowych długopisów, ale gromadzenie jakichś kartek, odsyłanych potem do centrali firmy. Na tym kończyły swój krótki żywot.

Wg szacunków Stowarzyszenia Poszkodowanych Przedsiębiorców RPz Gliwic aż 25% przedsiębiorców mogło korzystać z wyżej opisanego mechanizmu.

Gdyby to była prawda…

 Przedsiębiorców czynnych mamy ok. 2 mln.

Dla naszych rozważań przyjmijmy jednak zamiast 500 jedynie 300 tys.

To oznacza, że liczba pieniędzy wyjmowana z kieszeni podatników sięgnęła …

300.000 * 300 zł = 90.000.000 zł miesięcznie.

W skali jednego roku to 1.080.000.000,- zł!

Do budżetu nie wpłynęło równo dwa razy więcej.

1 marca 2009 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Od tego dnia można prowadząc działalność gospodarczą ubezpieczyć się z innego tytułu (praca nakładcza) o ile podstawy będą takie same.

Wpływ do budżetu musiał więc być taki sam.

To automatycznie oznaczało koniec imperium chałupniczego GESTIO SA i jej podobnych.

Polak jednak potrafi.

Kiedy już wydawać się mogło, że wszystkie możliwości zagradzające legalne obniżenie trybutu płaconego na ZUS w Polsce zostały zagrodzone, w sukurs przyszła... Unia Europejska.

Zgodnie z art. 16 u.3 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 883/2004 z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego (Dz.U. L 200 z 7.6.2004, str. 1) osoba, która normalnie wykonuje pracę najemną i pracę na własny rachunek w różnych Państwach Członkowskich podlega ustawodawstwu Państwa Członkowskiego, w którym wykonuje swą pracę najemną(…).

Prawda, jakie to proste? Kowalski, przedsiębiorca w Polsce, jednocześnie staje się pracownikiem najemnym w firmie w Wielkiej Brytanii (prawdopodobnie najniższe składki na ubezpieczenia na świecie!).

I po prostu znika z ZUS.

Już nie musi opłacać nawet składki zdrowotnej, jak przy wariancie z płacą nakładczą.

Skoro firma, w jakiej jest zatrudniony w Wielkiej Brytanii, płaci za niego, jest człowiekiem wolnym.

Dla ZUS nie istnieje.

Brak jest danych stwierdzających, ilu przedsiębiorców korzysta z „wariantu angielskiego”.

Możemy jednak pokusić się o szacunki na podstawie dostępnych.

Na koniec czerwca 2015 r. Główny Urząd Statystyczny szacował liczbę podmiotów gospodarki narodowej na 4.155.328 w tym 4.017.103 to podmioty prywatne.

Nie oznacza to jednak, iż w Polsce jest obecnie aktywnych 4 mln. firm.

W statystykach GUS znajdują się podmioty, które zawiesiły wykonywanie działalności, podmioty które zakończyły działalność lecz informacja o tym fakcie nie dotarła do GUS oraz podmioty, które nie są przedsiębiorcami (fundacje, stowarzyszenia).

Dla spółek handlowych GUS podaje wartość 434.523 podmiotów, podczas gdy aktywnych jest tylko 313.000.

GUS uwzględnia bowiem podmioty zarejestrowane w Rejestrze Handlowym B, które nie zostały przeniesione do KRS oraz podmioty widniejące w KRS, które nie są aktywne.

Od 2016 r. rozpoczął się proces atomatycznego wykreślania z RHB i KRS podmiotów nieaktywnych, wówczas te wartości prezentowane przezb GUS poddano mocnej korekcie. Podobny mechanizm dotyczy spółdzielni według GUS 17.590, realnie 9.900.

W przypadku fundacji i stowarzyszeń w GUS widnieje 131.460 podmiotów, ale z tej kategorii form prawnych tylko 9.800 podmiotów to przedsiębiorcy.

Największą grupa podmiotów według GUS są osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą – 2.971.290.

Według oficjalnego rejestru Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej takich podmiotów jest tylko 2.529.000, przy czym ponad 20% podmiotów to podmioty z zawieszoną działalnością gospodarczą.

Biorąc pod uwagę statystykę CEIDG aktywnych osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą jest nie więcej niż 2 mln. (…) Dla weryfikacj wartości 2,3 mln. aktywnych przedsiębiorców możemy też posłużyć się informacją z innego organu państwowego.

Takim organem jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych a informacją dla nas istotną jest informacją o liczbie podmiotów opłacających składki ZUS. Takich podmiotów jest 1,7 mln. W tej liczbie 120 tys. to podmioty sektora publicznego – urzędy, szkoły, domy dziecka itp., na przedsiębiorców więc przypada nie więcej niż 1,6 mln. płatników składek ZUS.

//www.coig.com.pl/spis-polskich-firm_katalog_polskich_firm.php

 

Policzmy. 2.300.000 – 1.700.000 = 600.000.

Niebezpiecznie liczba ta zbliżona jest do tej podawanej przez Stowarzyszenia Poszkodowanych Przedsiębiorców RP z Gliwic.

Jeśli uznać, że ok. połowy z 600.000 to firmy (przedsiębiorcy) faktycznie nieaktywni, to co z pozostałą częścią?

ZUS podaje informacje jedynie o podmiotach niepłacących składek, a nie o tych, które mają zaległości w opłacie.

Jeśli są one aktywne, oznacza to, że mogły znaleźć „alternatywę ZUS”.

Zakładając, że tylko połowa niepłacących dalej prowadzi działalność i faktycznie nie pracuje poza granicami Polski do Skarbu Państwa nie wpływa: 1

50.000 * 1040 zł == 156.000.000,- zł miesięcznie.

Rocznie: 1.872.000.000,- zł.

Połowę tego otrzymywały firmy zatrudniające przedsiębiorców poza granicami kraju.

Prócz różnych wariantów wyżej opisanego CWIG-u trafiały się również opłaty za wynajem mieszkania (choć pod jednym adresem nawet i 80 osób „zamieszkiwało”).

Taka jest (prawie) oficjalna wersja ZUS.

Rzecz jasna ci, którzy rzeczywiście lub też fikcyjnie byli zatrudnieni protestują.

Tymczasem to, co dzieje się w polskich sądach, urąga elementarnemu poczuciu sprawiedliwości. Otóż zatrudniający ok. 50.000 osób ZUS, bez wątpienia organ państwowy, w przypadku złożenia odwołania od jego decyzji staje się nagle… pozwanym.

A to oznacza, że to na ubezpieczonym spoczywa ciężar dowodu!

Innymi słowy jakakolwiek decyzja ZUS nawet wydana z naruszeniem przepisów prawa musi być odparta jedynie merytorycznie.

Jeśli ZUS twierdzi, że ubezpieczony nie pracował, to ubezpieczony musi przekonać sąd, że było inaczej.

Sąd, a takich przypadków jest zbyt wiele, by uznać to za przypadek, w ostateczności argumentuje, że odwołujący nie wykazał, aby decyzja ZUS była błędna.

Nikt nie sprawdza, na jakiej podstawie faktycznej ZUS wydał decyzję!

To pierwsza rzecz, jaka MUSI być zmieniona w obowiązującym prawie.

Organ ZUS musi być poddany procedurze administracyjnej także podczas procedury odwoławczej.

Inaczej obywatel mający wykazać Państwu, że jest w błędzie, stać będzie na pozycji przegranej.

Tak przynajmniej jest do tej pory.

Nie ma znaczenia, czy delikwent jest reprezentowany, czy też nie, przez kancelarię adwokacką.

Żyjemy wszak w kraju, w którym ściga się podatnika za to, że… wykorzystując istniejące przepisy pomniejsza swoje należności wobec fiskalnego głodomora.

Przypominam, że to nie podatnik uchwala ustawy i nie on wprowadza w życie przepisy wykonawcze.

Tymczasem na świecie podatnik ma prawo korzystać z obowiązującego prawa.

Nawet w Rosji czy Białorusi.

W Turcji.

Minimalizowanie zobowiązań podatkowych przy wykorzystywaniu różnego rodzaju ulg, skoro ustawodawca je wprowadził, nie jest niczym niemoralnym ani też bezprawnym (…)

Ciągle i ciągle na nowo sądy powtarzają, że nie ma niczego groźnego w takim organizowaniu swoich spraw, żeby utrzymać podatki na jak najniższym poziomie.

Wszyscy to robią i wszyscy robią dobrze, ponieważ nikt nie jest zobowiązany, aby płacić więcej podatków niż tego wymaga prawo:

podatki są narzuconym wymuszeniem, nie dobrowolnymi datkami.

Każdy może tak ułożyć swoje sprawy, że jego podatki będą tak niskie, jak to tylko możliwe;

nie jest on zobowiązany wybierać tego wzorca, w którym państwo dostanie najwięcej.

To słowa urodzonego w 1872 roku amerykańskiego sędziego Learned’a Hand’a (zm. 1961 r.).

W USA zasada ta obowiązuje praktycznie od końca… I wojny światowej.

Ale u nas, zdaniem choćby sędziów Sądu Apelacyjnego w Katowicach, jest to nadużycie prawa niezgodne z „wszelkimi nazwanymi i nienazwanymi zasadami współżycia społecznego”!

Dlatego w RP powraca co kilka lat idea „obejścia przepisów prawa podatkowego”*, czyli takiego ukształtowania czynności prawnej, aby „dola” Państwa była jak najniższa.

I chociaż Rzecznik Praw Obywatelskich Andrzej Zoll doprowadził do uznania sławetnego art. 24 b § 1 ustawy ordynacja podatkowa za sprzeczny z Konstytucją, to przecież pokutuje on nadal w świadomości urzędniczej. I w praktyce jest stosowany.

To na gruncie podatków. W przypadku innych świadczeń publicznoprawnych, zwanych składkami na ubezpieczenie społeczne, konstrukcja obowiązującego prawa nie daje nawet tych szans, jakie podatnik ma w starciu z Urzędem Skarbowym.

To najprawdopodobniej największa niegodziwość „państwa prawnego”, z jaką na co dzień borykają się obywatele.

Trzeba to powtarzać tak długo, aż wyborcy wymogą na posłach zmianę ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Tylko i wyłącznie wprowadzeniu dwuinstancyjnego ZUS (decyzja wydawana przez Dyrektora, skarga do Prezesa) oraz poddanie całej procedury kontroli sądowoadministracyjnej może przywrócić wiarę w to, że Polska podąża w stronę państwa prawnego.

Trudno byłoby znaleźć w Polsce decyzję podatkową, wydana jedynie na podstawie widzi-mi-się urzędnika skarbowego.

Tymczasem gros decyzji, wydanych przez ZUS, oparta jest na różnicy pomiędzy składkami zapłaconymi przez ubezpieczonego a tymi, jakie powinien zapłacić wg urzędu.

Prawdopodobnie największym osiągnięciem polskiej myśli prawniczej było stwierdzenie przez Sąd Apelacyjny w Katowicach, że umowa o pracę nakładczą generuje konieczność opłacania składek na ZUS dopiero wtedy, gdy zarobiona kwota wyniesie co najmniej 380 zł miesięcznie.

Tymczasem ZUS, wydając pół roku później tzw. wiążącą interpretację prawa stwierdził, że składka należna jest bez względu na wysokość zarobionej kwoty.

Trzeba płacić nawet od 1 zł.

Jak można było stwierdzić po analizie szeregu spraw (autor zapoznał się z ok. 4500 z całej Polski) sądy w 99% kierowały się interesem fiskalnym Państwa (tu konkretnie ZUS).

Niechlubną czołówkę uzasadniania wyroków li tylko wysokością należnej składki dzierżył sąd okręgowy w Łodzi.

Natomiast rażące uchybienia procesowe, mniej lub bardziej świadomie zawinione przez ZUS, były pomijane jako nie mające znaczenia dla rozstrzygnięcia.

Wszędzie!

Wtedy to (na przełomie lat 2011/12) powstała niniejsza anegdotka:

Facetowi tramwaj uciął nogę.

Zgłosił się do ZUS po rentę, ale organ odmówił, argumentując, że ubezpieczony od urodzenia miał trzy nogi, więc teraz ma dwie i wreszcie może kupić w sklepie spodnie czy też buty, o innych imponderabiliach nie wspominając.

Pewny zwycięstwa odwołał się od decyzji ZUS do sądu.

Niestety, tam również przegrał, albowiem nie udowodnił, że od urodzenia miał tylko dwie nogi.

ZUS, rozbestwiony oraz pewny sądów (niezależnych wszak, jak wynika z Konstytucji….) wszczął kolejną ofensywę.

Z pracą nakładczą musiał mocno ostudzić swoje apetyty wskutek ostrej postawy części przedsiębiorców, którzy wymusili wejście w życie tzw. ustawy abolicyjnej.

Jednak wyuczony mechanizm działania pozostał. Na celowniku pojawiły się kolejne ofiary niewydolnego systemu ubezpieczeń.

Pisałem już wcześniej, że różnica pomiędzy przedsiębiorcami wpisanymi do rejestrów a płacącymi składki sięga 600.000 osób.

Potencjalnie oznacza to 600.000.000,- zł miesięcznie wpływu!

7.200.000.000,- zł rocznie.

Nic dziwnego, że taka kasa stała się oczkiem w głowie prezesa ZUS.

Bo przecież każdy prezes, który zredukował by roczny deficyt tej instytucji choćby o 5% mógłby liczyć na co najmniej ministerialne stanowisko.

A 7 mld to ok. 15% rocznego deficytu ZUS!

Polowanie na przedsiębiorców ruszyło więc ze zdwojoną siłą.

Tym razem polski organ rentowy znalazł nieoczekiwanego sojusznika.

I to poza granicami Polski.

c.d.n.

2016-2019

______________________________________

* Najprościej. Podczas kontroli skarbowej urzędnik mógłby zakwestionować każdy wydatek podatnika twierdząc, że głównym celem było zmniejszenie daniny publicznej. Jeśli ktoś np. kupił samochód, to przecież zdaniem urzędnika taniej było najmować cztery razy w tygodniu taksówkę. Wiem, spłycam, ale stosowanie tego przepisu było często o wiele bardziej absurdalne.

KOMENTARZE

  • @ Autor, All
    "Jeśli ktoś np. kupił samochód, to przecież zdaniem urzędnika taniej było najmować cztery razy w tygodniu taksówkę. Wiem, spłycam, ale stosowanie tego przepisu było często o wiele bardziej absurdalne."

    Zastanawiam się skąd się biorą tacy urzędnicy

    5*
  • @Jasiek 06:15:01
    To taka tradycja od czasów wielkiego ekonomisty Hilarego Minca. Każdy, kto prowadzi nawet najmniejszy biznes, to co najmniej podejrzany. Na innym portalu napisałem kiedyś o dewizie (dorozumianej) takich urzędników:
    "nie ma podatników niewinnych, są tylko źle skontrolowani".

    Ale system wrogi dla małych potrafi być miły dla dużych. Dwa lata temu (dokładnie trzeba by sprawdzić) popełnil samobójstwo w Areszcie Śledczym człowiek, który zasłynął po 2000 r. jako wielka gnida urzędnicza w Izbie Skarbowej. Aresztowano go jako podejrzanego w sprawie wyłudzeń VAT na wielką skalę.
  • @Humpty Dumpty 09:09:25
    Co do tej "wielkiej gnidy urzędniczej w Izbie Skarbowej", którą aresztowano jako podejrzanego w sprawie wyłudzeń VAT na wielką skalę...

    Otóż każde stanowisko urzędnicze w państwie terrorystycznym daje władzę poza kontrolą Narodu, bo i istota państwa terrorystycznego wyraża się zamiarem zniszczenia narodu właścicielskiego tego państwa i zawłaszczenia wszystkiego co do niego należy, jego monopoli, przestrzeni i rynków i jego samego z zawartością jego granic, czy terytorium w postaci ziemi, lasów i wód, jego infrastruktury i zasobów, w tym naturalnych i nadto wszystkich dóbr nie tylko wspólnych narodu, ale i posiadania a nawet własności prywatnej.
    - A bez odpowiedzialnej i moralnej kontroli narodu jest już pełna swawola władzy i najdziksza tyrania władzy. Państwo terrorystyczne to bestia nienasycona.

    Ta gnida została aresztowana nie dlatego żeby się różniła od tysięcy innych, tylko dlatego że "nie opłacała się" władzom tego państwa.
    W Chinach już to wiedzą że terroryzm państwowy to droga do nikąd- do dziś okresowo setkami skazują na karę śmierci skorumpowanych urzędników - próbują tą patologię zwalczyć. W UE i III RP państwo terrorystyczne rozkwita.
    To chyba wynalazek biurokracji z Chin czy carskiej Rosji, a może i jeszcze głębiej - wynalazek władzy osobowej, hierarchicznej, opartej o zdolność krzywdzenia podwładnych, że wszystko "jest w porządku", kiedy terrorystycznie wymuszana korupcja płynie od urzędnika do jego władzy nadrzędnej, dziś zwłaszcza partyjnej (w końcu po to są "nominacje partyjne").
    To już klasyka mafijnego złodziejstwa że „do władzy idzie się dla dużych pieniędzy”.

    To że "seryjny samobójca" mógł go odwiedzić to raczej pewne, bo musiał "za dużo wiedzieć", więc broniąc się mógłby ujawnić i wielu z tych "ważniejszych".

    Tak przy okazji to o państwie terrorystycznym PiS już pisałem przy okazji ASF, ale mam już przygotowaną ogólniejszą notkę w tym temacie i zaraz spróbuję ją opublikować.
  • @Humpty Dumpty
    W swych szacunkach zapomniał Pan o KRUS, jako podstawowej formie "optymalizacji".

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031