Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
412 postów 406 komentarzy

w obronie praw mojego kraju...

Humpty Dumpty - Animalia, Chordata, Vertebrata, Mammalia, Placentalia, Primates, Hominoidae, Homo, Homo sapiens.

Afera Birgfellnera

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Szumnie ogłaszana jako wyjątkowa bomba tzw. „afera taśm Kaczyńskiego” okazuje się funta kłaków nie warta.

Coraz widoczniejsza jest natomiast inna afera – próba wyłudzenia działki wartej ok. 160 mln w samym centrum Warszawy.

A tymczasem główny demaskator z Czerskiej, żurnalista Wojciech Czuchnowski, zawodzi w piątkowej GazWyb:

Po sześciu przesłuchaniach składającego zawiadomienie Geralda Birgfellnera prokuratura właśnie ogłosiła, że nie podejmie jeszcze decyzji o śledztwie. Musi poczekać na przetłumaczenie obszernej dokumentacji, którą przedstawił Austriak domagający się pieniędzy od prezesa PiS.

Według różnych źródeł dokumentacja liczy od kilku tysięcy do nawet 20 tys. stron.

Tłumaczenie zatem potrwa.

Potrwa też lektura przetłumaczonych akt.

Na dodatek prokuratura chce obowiązek tłumaczenia zrzucić na Austriaka.

(…)

Przez ten czas podporządkowany partii aparat państwowy i propagandowy nie będzie próżnował. W toku są już sprawy dyscyplinarne przeciwko adwokatom Austriaka.

Samego Birgfellnera prokuratura obciąża karami porządkowymi.

Ściga go też skarbówka.

W środę jej urzędnicy wkroczyli w przerwie przesłuchania ze złowieszczym wezwaniem „pan pójdzie z nami”.

Na Birgfellnera polują tabloidy, a prorządowe media szukają jego powiązań z Putinem.

Biznesmena lży publicznie rodzina jego żony.

wyborcza.pl/7,75398,24549917,tasmy-kaczynskiego-prywatne-panstwo-prezesa-czyli-jak-zastraszyc.html

 

Czuchnowski kończy stwierdzeniem, że tak działa państwo mafijne.

Najwyraźniej jego zdaniem chodzi o mafię... niemiecką, bowiem istniejące w Polsce tabloidy w 100% należą do niemieckiego (i niemiecko – szwajcarskiego) kapitału.;)

Kolejna, nie mniej zabawna konstrukcja myślowa Czuchnowskiego (zapewne usłyszana u najdłuższego w Polsce mecenasa):

Skoro materiał dostarczony do prokuratury jest obszerny i niezrozumiały (sporządzony w innym języku niż polski), do tego dołączone zostały nagrania rozmów, na dzień dzisiejszy bez stwierdzenia ich autentyczności i braku manipulowania przy nich, to należy wszcząć dochodzenie.

Tymczasem art. 2 § 1 pkt 1 kodeksu postępowania karnego mówi wyraźnie: przepisy niniejszego kodeksu mają na celu takie ukształtowanie postępowania karnego, aby: sprawca przestępstwa został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a osoba niewinna nie poniosła tej odpowiedzialności.

Dlatego właśnie procedura karna przewiduje tzw. czynności sprawdzające. Zgodnie z art. 307 § 1 kpk jeżeli zachodzi potrzeba, można zażądać uzupełnienia w wyznaczonym terminie danych zawartych w zawiadomieniu o przestępstwie lub dokonać sprawdzenia faktów w tym zakresie.

Oczywiście czynności takie powinny być zakończone w ciągu 30 dni.

Jest to jednak termin instrukcyjny, którego przekroczenie nie rodzi żadnych skutków procesowych.

W sprawie „Srebrnej” nawet Czuchnowski podkreśla, że jeszcze w czwartek (14 marca) trwało przesłuchanie zawiadamiającego o przestępstwie.

 

Próba wytworzenia fałszywego obrazu prokuratury zobligowanej terminem 30-dniowym bez względu na to, co w sprawie się dzieje, to tylko jeden z elementów manipulacji GazWyb i mecenasa Giertycha.

Autor zna bowiem doskonale postępowanie karne, dotyczące próby wyłudzenia kwoty 3,5 mln zł (i to w 1998 r.!), w którym to postępowanie wyjaśniające trwało…. 6 lat.

Od grudnia 2000 r. do marca 2006 r.

I zakończyło się… odmową wszczęcia postępowania.

Przypominam, że działo się to pod rządami tego samego kodeksu postępowania karnego.

 

Inne postępowanie, dotyczące usiłowania wymuszenia łapówki i powoływania się na wpływy w urzędach państwowych (konkretnie w Ministerstwie Finansów) zakończyło się po 9 latach.

Tyle tylko, że po roku bodajże wszczęto śledztwo, ale w sprawie (in rem), bez postawienia komukolwiek zarzutów.

 

To oczywiście przykłady ekstremalne, niemniej jednak pokazujące, że brak postanowienia o wszczęciu dochodzenia na etapie przesłuchiwania osoby zawiadamiającej o popełnieniu przestępstwa nie jest czymś wyjątkowym.

Problemem jest natomiast tłumaczenie. Otóż zgodnie z uchwalonym jeszcze za czasów rządów SLD art. 204 § 2 kpk należy również wezwać tłumacza, jeżeli zachodzi potrzeba przełożenia na język polski pisma sporządzonego w języku obcym (…).

W doktrynie podkreśla się, że wezwanie tłumacza w sytuacjach wymienionych w art. 204 § 1 i 2 kpk ma charakter bezwarunkowy, nawet gdy funkcjonariusz organu procesowego albo członek składu orzekającego sądu lub ktokolwiek inny (np. protokolant) zna dany język obcy.

Zatem nie ma wyjścia z tej sytuacji, jak tylko cierpliwe czekanie, aż tłumacz ukończy pracę.

Nie widzę także możliwości przyjęcia jako dowodu „taśm” rzekomo nagrywanych przez Birgfellnera.

One po prostu muszą trafić do biegłych. Nie można bowiem rozstrzygnąć, czy uchwycone głosy należą do osób podawanych przez Austriaka jako nagrane.

Nie można stwierdzić, czy nagranie było poddawane manipulacjom.

Przyjmując, że nagrania trafiłyby już 1 kwietnia do krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehnato przecież rzetelność badań wymaga kilku miesięcy czasu, i to pod warunkiem, że te nagrania będą priorytetem.

Każdy inny biegły z zakresu fonoskopii itd. dla sprawy o tym ciężarze medialnym wydaje się być nieprzydatny.

Sprawy nie ułatwia również inny materiał dowodowy, upowszechniany za pośrednictwem GazWyb.

Oto świadczący rzekomo przeciwko Kaczyńskiemu dokument, nazywany przez GazWyb fakturą.

Konia z rzędem, czy jak kto woli w todze, temu, kto znajdzie księgowego, który na podstawie takiego świstka zdecydował by się wypłacić chociaż 5 zł.

Zgodnie z art. 229 unijnej dyrektywy 2006/112/WE faktura nie wymaga dla swojej ważności zarówno podpisu wystawcy, jak i odbiorcy.

Uwidocznienie osoby uprawnionej do odebrania faktury jest anachroniczne.

Jednak brak takiego zapisu rodzi konsekwencję w postaci trudności udowodnienia faktu doręczenia dokumentu.

Wystawienie i trzymanie faktury w szufladzie nie rodzi żadnego obowiązku po stronie nabywcy.

Wspomniana dyrektywa rodzi jeszcze jedną wątpliwość.

Otóż zgodnie z art. 28 w przypadku gdy podatnik, działając we własnym imieniu, ale na rzecz osoby trzeciej, bierze udział w świadczeniu usług, przyjmuje się, że podatnik ten sam otrzymał i wyświadczył te usługi.

Omawiana regulacja była interpretowana przez TSUE w wyroku C-464/10 (Pierre Henfling i inni). (…)

W powyższym wyroku TSUE odniósł się do transakcji „pośrednictwa” w sprzedaży (agent – pośrednik działał na rzecz sprzedawcy).

(...)

Artykuł 28 ma także zastosowanie w sytuacji odwrotnej, gdy podatnik działając w swoim imieniu nabywa na rzecz innej osoby usługi od innego kontrahenta.

Przykładem takiej sytuacji jest nabycie przez spółkę A szkolenia, w którym uczestniczą pracownicy spółki B.

Obciążając spółkę B za koszt szkolenia nabytego na rzecz tej spółki, spółka A będzie uznawana dla celów VAT za podmiot, który sam wykonał tę usługę.

W rezultacie, spółka A będzie musiała wystawić fakturę i odpowiednio rozliczyć sprzedaną („refakturowaną”) usługę na rzecz spółki B.

Opisany przepis został zaimplementowany do krajowych przepisów dopiero 1.4.2011 r. Jednak również przed tą datą nie ulegało wątpliwości, żeobciążenie („refakturowanie”) kosztami usług nabytych uprzednio we własnym imieniu, lecz na rzecz innego podmiotu, należy traktować na równi ze świadczeniem usługi.

(Dyrektywa VAT 112/2006, Lewandowski 2012)

Tak więc zamiast „refaktura kosztów” powinno być wyliczenie wszystkich usług, jakie zostały wykonane.

Wróćmy jeszcze do zawiadomienia o przestępstwie, złożonego przez Birgfellnera.

Przy pomocy mec. Giertycha i mec. Dubois zawarte są w nim szczegółowo wymienione prace, jakie to austriacka ofiara wykonała dla krwiopijcy z Żoliborza.

W ramach realizacji zlecenia, które było realizowane do lipca 2018 r., Gerald Birgfellner, działając jako osoba fizyczna w oparciu o udzielone mu przez spółkę Srebrna pełnomocnictwo, bądź przez podmioty gospodarcze, którym podzlecał, zgodnie z umową, realizację zlecenia, wykonał następujące czynności:

1. Założył spółkę celową Nuneaton sp. z o.o. sp. k.

2. Znalazł architekta i przygotował projekt koncepcji architektonicznej. Początkowo Jarosław Kaczyński polecił swojego architekta – Piotra Walkowiaka. Architekt ten uczestniczył w projekcie, jednak głównym architektem został znaleziony przez Geralda Birgfellnera architekt Heinz Neumann z firmy architektonicznej HNP architects.

3. Przygotował strategię realizacji projektu Tower Srebrna z kosztami i terminarzem. Dowód: Tower Project – General Strategy of cost estimates and time Schedule na okoliczność pracy wykonanej przez Geralda Birgfellnera.

4. Przygotował wyceny nieruchomości.

5. Wynegocjował umowę kredytu, umożliwiającą realizację inwestycji z bankiem Pekao S.A., wskazanym przez Jarosława Kaczyńskiego.

 

Do powyższego zgromadził, jeśli wierzyć Czuchnowskiemu, nawet 20 tysięcy stron dokumentów.

Po 4 tysiące stron na każdy punkt.

Tymczasem Biblia (Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu) liczy… 2776 stron.

Złożona aż z trzech różnych powieści Trylogia Sienkiewicza – 1003 strony.

A tu 20 tysięcy stron.

Czyli 20 razy Trylogia, i to w ciągu 14 miesięcy.

Mają rozmach….

Co więcej, ta sama GazWyb opublikowała screen umowy mającej łączyć Birgfellnera ze Srebrna sp. z o.o. I jeszcze go opisali.

Pełnomocnictwo, które upoważnia Birgfellnera do tych wszystkich prac, ma charakter zobowiązującej umowy, choć nie jest w nim określona kwota honorarium. To przeczy związanemu z taśmami Kaczyńskiego przekazowi obozu władzy, że prezes PiS „chętnie zapłaci” Austriakowi, ale nie ma umowy, faktur, rachunków.

(…)

6 czerwca 2017 r. w imieniu spółki podpisali je prezes Małgorzata Kujda, Janina Goss i Jacek Cieślikowski. Dzień wcześniej Birgfellner spotyka się z nimi i Jarosławem Kaczyńskim.

Prezes PiS jest szefem rady Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego – fundacji będącej właścicielem Srebrnej. Zapada decyzja o rozpoczęciu inwestycji – budowy drapacza chmur wartego setki milionów euro na działce należącej do spółki.

Prezes Kujda z zastępcami dokładnie spisują wszystkie zadania.

Upoważniają Austriaka m.in. do reprezentowania spółki „przy umowach najmu lub dzierżawy nieruchomości” oraz podpisywania „wszelkich umów związanych z realizacją inwestycji polegającej na budowie wysokiego budynku biurowego z częścią hotelową, biurową, mieszkalną i parkingiem podziemnym”.

(…)

Poza rozbiórką Austriak ma również upoważnienia do „przeprowadzenia robót naprawczych, konserwacyjnych”.

Jest reprezentantem Srebrnej przy „umowach projektowych, umowach zlecenia”, może decydować o zmianach umów, może je także sam rozwiązywać. Dostaje też prawo do „reprezentowania spółki przed organami administracji publicznej i innymi instytucjami państwowymi lub samorządowymi”.

Pełnomocnictwo obejmuje również rozmowy z bankami.

Mając je w ręku, Birgfellner podpisywał umowy z podwykonawcami, zlecał prace prawnikom i architektom. Kupił dwie spółki Nuneaton specjalnie do prowadzenia projektu.

(…)

Na początku lata atmosfera się popsuła. 11 lipca 2018 r. Srebrna zerwała współpracę z Austriakiem, choć pełnomocnictwo miał do grudnia.

O tym, że projekt padł, Birgfellner wie od dwóch tygodni.

Ludzie z zarządu Srebrnej na spotkaniu mieli mu powiedzieć, że za swoją pracę nie dostanie „ani złotówki”.

Kujda i Goss wypowiadają mu współpracę.

Żądamy sprawozdania ze zrealizowanych czynności w imieniu spółki, żądamy zwrotu oryginału pełnomocnictwa(…), żądamy przekazania wszelkich dokumentów wydanych oraz uzyskanych w sprawie spółek Nuneaton i Srebrna ze wskazaniem listy” tych, w których „te dokumenty zostały złożone”.

(…)

Birgfellner pozostaje ze stosem rachunków od firm, które angażował w przygotowanie inwestycji.

Od tego czasu przedsiębiorca dopominał się o pieniądze, nagrał m.in. dwie rozmowy z Kaczyńskim.

wyborcza.pl/7,75398,24452792,tasmy-kaczynskiego-ujawniamy-kwit-na-srebrna.html#nowaZajawkaGlownaMT#S.DT-K.C-P.1-B.1-L.1.duzy

 

Pełnomocnictwo, udzielone austriackiej ofierze Kaczyńskiego unormowane jest w art. 98 kodeksu cywilnego.

Takie pełnomocnictwo pociąga skutki bezpośrednio dla mocodawcy.

Dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy ustanawiamy adwokata, aby bronił naszych spraw przed sądem.

Co więcej, dla ważności nie wymaga, aby było odpłatne.

Pełnomocnikiem można być za darmo.

Zgodnie z art. 95 § 2 kc czynność prawna dokonana przez przedstawiciela w granicach umocowania pociąga za sobą skutki bezpośrednio dla reprezentowanego.

Zatem Gerald Birgfellner nie mógł zostać ze stosem rachunków od firm, które angażował w przygotowanie inwestycji.

Wszystkie bowiem umowy, które zawierał pozostając pełnomocnikiem Srebrna sp. z o.o. rodziły skutki prawne bezpośrednio dla niej.

Jeśli więc został z nieuregulowanymi rachunkami może to oznaczać, że Austriak… przekroczył granice udzielonego pełnomocnictwa.

Zgodnie z art. 103 § 1 kc  jeżeli zawierający umowę jako pełnomocnik nie ma umocowania albo przekroczy jego zakres, ważność umowy zależy od jej potwierdzenia przez osobę, w której imieniu umowa została zawarta.

Na podstawie art. 103 § 3 kc w braku potwierdzenia ten, kto zawarł umowę w cudzym imieniu, obowiązany jest do zwrotu tego, co otrzymał od drugiej strony w wykonaniu umowy, oraz do naprawienia szkody, którą druga strona poniosła przez to, że zawarła umowę nie wiedząc o braku umocowania lub o przekroczeniu jego zakresu.

Jak więc widać prokuratura ma nie lada orzech do zgryzienia.

Trzeba bowiem rozwiązać sprawę cywilną.

A to już wykracza poza kompetencje prokuratury.

To właśnie tłumaczy słowa Kaczyńskiego, odsyłające Birgfellnera do sądu.

Tylko sąd jest bowiem władny, aby uznać, że granice pełnomocnictwa nie zostały przekroczone.

Cała hucpa o przestępstwie, bombie etc. jest zwykłą ściemą obliczoną wyraźnie na efekt wyborczy.

Birgfellner prawdopodobnie liczył, że renomowany adwokat (tak przynajmniej sądził) pomoże mu wymusić na Srebrna sp. z o.o. przynajmniej część pieniędzy, jakie sobie uroił.

Okazało się, że Giertych jest mniej prawnikiem, a bardziej politykiem w ciut za krótkich porciętach, i dlatego postanowił wykorzystać sytuację politycznie.

Oczywiście nie brakuje lemingów, którzy łyknęli kolejną czerską ściemę.

Prawdopodobnie uwierzyliby również w to, że Kaczyński jest reptilianinem, a jego kot w przeszłości stał na czele gangu tygrysów – ludojadów w północnym Bangladesz.

 

Prawda, panie Wrzodak? ;)

 

15.03 2019

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031