Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
389 postów 304 komentarze

w obronie praw mojego kraju...

Humpty Dumpty - Animalia, Chordata, Vertebrata, Mammalia, Placentalia, Primates, Hominoidae, Homo, Homo sapiens.

KGB – sekta wyrosła przy Kościele katolickim?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Koinonia Giovanni Battista – po polsku Wspólnota Jana Chrzciciela (KGB) ciągle działa.

 

 

1.

W 2009 roku na łamach Newsweekapisali o niej Dariusz Wilczak i Mariusz Chudy:

Koinonia Giovanni Battista, założona w latach 70. przez argentyńskiego księdza Ricarda Arganaraza, ma domy i oazy we Włoszech, w Czechach, na Słowacji, w Hiszpanii, Izraelu, Meksyku, Stanach Zjednoczonych. I setki tysięcy braci – członków wspólnoty – we Francji, w Anglii, Irlandii, Belgii, Holandii, Luksemburgu, Niemczech, Szwecji, Danii, Zimbabwe, Indiach i Australii. W ciągu trzydziestu kilku lat ksiądz Arganaraz, nazywany przez swoich braci ojcem Ricardo, stworzył jedną z największych wspólnot charyzmatycznych świata. Koinonia Giovanni Battista (niefortunny skrót KGB stał się jej znakiem rozpoznawczym), oparta o zasadę odnowy Kościoła katolickiego w Duchu Świętym, wypływającą z postanowień Soboru Watykańskiego II, jest też sprawnie działającą organizacją.

2.

Zarejestrowanym członkiem wspólnoty można zostać tylko wtedy, gdy wpłaca się na jej rzecz tak zwaną dziesięcinę. Zbierane od członków KGB pieniądze pozwalają inwestować w ziemię i nieruchomości, utrzymywać zawodowych szefów regionalnych zgromadzeń, organizować kursy, spotkania i wymianę doświadczeń między braćmi w najodleglejszych zakątkach świata. Do Polski Koinonia weszła w 1992 r. Na początku 2009 r. miała już ponad tysiąc zarejestrowanych, rzeczywistych członków wspólnoty, pracujących w całym kraju. I kilka razy więcej sympatyków współpracujących z ojcem Ricardem – dziś siedemdziesięciokilkuletnim starszym panem – w jego misji ewangelizacyjnej, a przy okazji w budowie wielkiego, globalnego przedsiębiorstwa o nazwie KGB.

3.

Oni uprawiają chorą religijność – twierdzi ksiądz Kowalczyk. – Najbardziej niebezpieczne są ich modlitwy o uzdrowienia. Jeśli mimo modlitwy nie dochodzi do cudu ozdrowienia, to chorym przypisuje się brak wiary.Na początku ich działalności w Polsce razem braliśmy udział w szkołach ewangelizacyjnych. Zauważyłem jednak, że ich praktyki są zbyt ortodoksyjne. Kiedy się dowiedziałem, że argentyński ksiądz, szef wspólnoty, handlował we Włoszech uzdrowieniami, nadużywał władzy, przestałem z nimi współpracować. Jestem za tym, a mówię to na podstawie własnych doświadczeń, żeby się trzymać jak najdalej od tej wspólnoty. Jeśli szef jest niewiarygodny, to wszystko, co robią jego ludzie, staje się podejrzane.

4.

Miałem okazję rozmawiać z ludźmi, których bliscy są członkami Koinonii Jan Chrzciciel – mówi ojciec Franc. – Te osoby opowiadały, że obserwują niekorzystne zmiany zachodzące w zachowaniu ich bliskich. Zbyt emocjonalne więzi wspólnoty wpływały na rozluźnienie więzów z rodziną i przyjaciółmi. Jakby obecność we wspólnocie odsuwała tych ludzi od codzienności, jakby tracili kontakt ze światem realnym.

(cytaty: //www.newsweek.pl/polska/wspolnota-kgb,49865,2,1.html)

Ksiądz profesor Andrzej Kowalczyk jest rektorem Gdańskiego Archidiecezjalnego Kolegium Teologicznego. Zatem jest osoba kompetentną dla oceny ruchu KGB.

Ojciec Tomasz Franc jest dominikaninem, na co dzień zajmuje się sektami.

5.

Opowiada Marek Piotrowski, jeden z byłych członków Koinonii Jan Chrzciciel. – Dwanaście lat temu byłem w pierwszej wspólnocie Koinonii w Gdyni. Na początku najważniejszym autorytetem nowej wspólnoty był ksiądz Jan Kruczyński, który znany był w naszym środowisku z szalonych zachowań, budujących wokół niego niezwykłą, „uduchowioną” atmosferę. Kazał się na przykład budzić o niepełnej godzinie, np. 17.51. Znajoma opowiadała mi, że kiedyś podczas jazdy samochodem przymknął oczy, twierdząc, że prowadzi go Duch Święty.

(ibid.)

6.

Widziałem, jak we Wrocławiu ksiądz Arganaraz na siłę ściągnął kobietę z wózka. Ona próbowała zrobić parę kroków, ale nie dawała rady. Nie ozdrowiała. Ricardo tłumaczył, że Bóg później zadziała. Za moją znajomą, chorą na serce, modliliśmy się wszyscy, ale choroba nie ustępowała. Pasterze w końcu zaczęli ją pytać: jaki ty masz grzech, skoro nie można cię uzdrowić? Może nie dość silnie wierzysz?

(ibid.)

7.

Osobna sprawa to pieniądze we wspólnocie. Jest bardzo silny nacisk na płacenie. Aby formalnie zostać członkiem, trzeba zadeklarować na piśmie, że będzie się płaciło dziesięcinę. Oczywiście można nie płacić i przychodzić na spotkania, ale nie jest się wtedy pełnoprawnym członkiem wspólnoty, więc raczej wszyscy starają się płacić. Pieniądze przynosi się w gotówce i daje bezpośrednio pasterzom, którzy zapisują w zeszycie, kto i ile dał. Pieniądze przeznaczane są na różne cele, na przykład na zawodowych członków wspólnoty (każda regionalna struktura ma takich kilku lub kilkunastu, nie licząc oaz, w których mieszkają celibatariusze utrzymywani przez wspólnotę). Deklaracja przystąpienia do koinonii ma kilka punktów. Trzeba między innymi zadeklarować składanie dziesięciny, codzienną modlitwę i dać swoje zdjęcie do archiwum wspólnotowego. Na początku dziennym są proroctwa i zapowiedzi. Ricardo zasugerował nam kiedyś, że według proroctwa zostanie papieżem. Nawet mówił, że po schodach watykańskich będzie wchodził i tańczył jak Dawid.

(ibid.)

8.

Wytoczono sprawę ojcu Ricardo Jacinto Argañarazowiza usiłowanie oszustwa na szkodę byłego prezesa Interu, Ernesto Pellegriniego. Innych sześcioro członków jego wspólnoty z Camparmò w Valli del Pasubio zostało oskarżonych o składanie fałszywych zeznań przed sądem Vicenzy na procesie z dnia 21 września 1998 roku, kiedy to tenże uzdrowiciel został skazany za oszustwo (później przez sąd drugiej i trzeciej instancji uznane za wyłudzenie) na 3 lata i 2 miesiące pozbawienia wolności. Wyrok jest prawomocny. Według sędziów zakonnik zmusił pewną staruszkę z Montebelluny, aby przekazała mu 850 milionów w zamian za uzdrowienie, które nie nastąpiło.

Takie są oskarżenia, przed którymi będą musieli się bronić 4 października tego roku na przesłuchaniu wstępnym kapłan pochodzenia argentyńskiego Ricardo Jacinto Argañaraz, koń-czący w lipcu 66 lat, oraz sześcioro oskarżonych spośród jego podopiecznych. Są to: Palma Angrighetto, lat 67, zam. w Piovene, ul. Maronaro; Giuseppe De Nardi, lat 35, zam. w Cogollo del Cengio, ul.Casale 20; Emanuele De Nardi, lat 43, zam. w Valli del Pasubio, ul. Camparmò 1; Bruna Marchesan, lat 47, zam. w Schio; Alvaro Grammatica, lat 38, zam. w Valli del Pasubio, oraz Luigina Forner, lat 65, zam. w Caerano San Marco (Treviso).
Fakty, o których będzie mowa na przesłuchaniu wstępnym, miały zajść w roku 1993 (domniemane usiłowanie oszustwa) i na procesie pierwszej instancji w roku 1998.
Według aktu oskarżenia na początku lat dziewięćdziesiątych argentyński ksiądz, znany z dokonanych uzdrowień i swoich ezoterycznych mocy, nawiązał kontakt z przedsiębiorcą z branży gastronomicznej, Pellegrinim, ówczesnym prezesem Interu.

Na procesie pierwszej instancji prokurator Antonio De Silvestri stwierdził, że „lider” czy „Wielebny Miliard”, pod jakim przydomkiem znany był także Argañaraz, rozkręcił pewien rodzaj „przedsiębiorstwa uzdrawiania”, co pozwoliło mu nieźle nabić sobie trzos.
Dowód domniemanego usiłowania oszustwa, według prokuratury, miałaby opierać między innymi na faksie wywołującym u prezesa Interu „urojoną obawę odnośnie do kresu jego życia, do przedsiębiorstwa, do Interu, do wszystkich – jeśli nie wpłaciłby kilku miliardów”.
Przypuszczalne oszustwo nie powiodło się – to jest stanowisko prokuratora De Silvestri – ponieważ Pellegini oparł się żądaniom duchownego.

Teza ta została zdecydowanie odparta przez Argañaraza, interesów którego bronią mecenasi Titta Castagnino i Giovanni Manfredini.

Wszyscy z pozostałych sześciorga oskarżonych mieliby lać wodę na młyn Argañaraza, pomagając mu w procesie o wyłudzenie na szkodę pewnej mieszkanki Treviso, której ojciec Jacinto (w 1996 roku ratował się on także ucieczką) obiecał swoje wstawiennictwo w celu uzdrowienia krewnej.

To wszystko są kalumnie wymierzone przeciwko mnie”, nieodmiennie utrzymuje zakonnik, który na początku lat dziewięćdziesiątych cieszył się jeszcze zaufaniem kół watykańskich.

(Internet)

8.

Sztandarowy „produkt” koinonii to tzw. Projekt Ke Ka Ko. Nie przez przypadek tak właśnie jest zatytułowany organ stowarzyszenia.

Jednak okazuje się, że projekt (możecie poczytać o nim tu:

 //www.galilea.pl/www/images/stories/files/ProjektPastoralnySESA.pdf) został, delikatnie mówiąc, zawłaszczony przez księdza Ricardo.

13 lipca 1998 roku w meksykańskiej Guadalajarze José H. Prado Flores oraz o. Emiliano TardifMSC wydają list do wszystkich zainteresowanych.

Oto jego treść:

Z powodu wielkiego zamieszania, które powstało w niektórych krajach, gdzie Koinonia Giovanni Battista [po polsku: Wspólnota Jan Chrzciciel] lub też o. Ricardo Argañaraz przywłaszczają sobie Projekt Pastoralny KEKAKO lub utożsamiają się z nim, albo też chcą uchodzić za przedstawicieli tego projektu, my: ojciec Emiliano Tardif MSC i José H. Prado Flores, współzałożyciele wspomnianego Projektu Pastoralnego, informujemy:

1. Wspólna praca pastoralna została podjęta przez nas dwóch, począwszy od roku 1975, kiedy to napisaliśmy książkę „Jezus żyje”, na długo przed jakimkolwiek wmieszaniem się Koinonii Giovanni Battista. O. Ricardo dołączył się o wiele później, usiłując przywłaszczyć sobie Projekt Pastoralny KEKAKO, aby wykorzystać go dla swojej wspólnoty i dla swojego przedsięwzięcia handlowego.

2. Z powodu postawy osobistej ojca Ricardo, a także sposobu kierownictwa pastoralnego i swoistej teologii jego wspólnoty zdecydowaliśmy na polecenie władzy zwierzchniej nie podejmować żadnych działań ani współpracy z nimi, ponieważ wierzymy, że ewangelizacja nie jest działaniem indywidualnym ani odizolowanym, ale głęboko kościelnym (Evangelii nuntiandi nr 60).

Dlatego też oświadczamy:

  1. O. Ricardo nie należy do Rady Kierowniczej KEKAKO i nie ma żadnej odpowiedzialności ani pola działania w Projekcie Pastoralnym KEKAKO.
  2. O. Ricardo i wspólnota KGB [skrót od „Koinonia Giovanni Battista”] nie są upoważnieni przez Radę do reprezentowania Projektu Pastoralnego KEKAKO ani do zabierania głosu w jego imieniu.
  3. Koinonia Giovanni Battista nie utożsamia się z KEKAKO ani KEKAKO z Koinonią Giovanni Battista.
  4. Koinonia Giovanni Battista nie należy do Projektu Pastoralnego KEKAKO ani nie może reprezentować go w żadnej formie.
  5. Jakiekolwiek przywłaszczanie sobie ze strony o. Ricardo i Koinonii Giovanni Battista Projektu Pastoralnego KEKAKO nie jest etyczne i nie odpowiada prawdzie, ponieważ uzurpują sobie prawo do czegoś, co nigdy do nich nie należało, a nie jest sprawiedliwe przywłaszczać sobie pracę i nazwę innych, aby sztucznie nadymać swój prestiż i pracę pastoralną.
  6. Nie udzielamy zezwolenia żadnemu członkowi ani byłemu członkowi wspólnoty KGB, wewnętrznej ani zewnętrznej, do prowadzenia jakiegokolwiek z naszych kursów bez naszego pisemnego zezwolenia. Konkretnie odnosi się to do Kursów: Emaus, Jana, Pawła, Apollosa, Mojżesza, Historii zbawienia, Teologii biblijnej, Sekretu Pawła, Nehemiasza, Wprowadzenie do Biblii i Tymoteusza.

Ponieważ zdecydowaliśmy się kroczyć w wierności Ewangelii i Kościołowi wraz z jego Pasterzami, nie można utożsamiać nas z pracą ojca Ricardo ani tym bardziej z wizją pastoralną, kościelną i teologiczną jego Wspólnoty, z którą nie zgadzamy się, chociaż pozostawiamy odpowiednim władzom ostateczny osąd w tej sprawie.

9.

Na terenie RP Koinonia działa w oparciu o trzy struktury regionalne – idąc od wschodu jest to oaza Nowy Radzic, obejmująca teren tzw. ściany wschodniej wraz z Warszawą aż do Krakowa włącznie, Region Gdynia – od Malborka po Szczecin na zachodzi, na północ teren zamyka Bałtyk, na południe zaś wchodzi województwo kujawsko – pomorskie.

I wreszcie Region Wrocław – reszta kraju.

Wszystkie posiadają osobowość prawną (wpisane do KRS).

Wedle danych, jakie sami o sobie udostępniają, na terenie RP koinonia skupia 90.262 osoby.

99,99% tych osób płaci tzw. dziesięcinę.

1/10 swoich zarobków.

Oznacza to hipotetyczne wpływy na poziomie 9.000 (dziewięć tysięcy) średnich płac miesięcznie.

Niespełna 2.500 zł pomnożone przez 9000 daje…22.500.000,- zł.

Słownie: dwadzieścia dwa miliony pięćset tysięcy zł.

Miesięcznie!

10.

15 Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. 16 Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? (Mt 7).

Tymczasem coraz częściej można napotkać na wypowiedzi byłych już członków wspólnoty kgb albo też tych, którzy spotkali się z nią, a raczej z jej wyznawcami.

Jedno, co podkreślają, to istniejący wewnątrz tej grupy niesamowity nacisk na sprawy finansowe.

Zupełnie tak, jakby Pan Bóg był takim większym Rostowskim, albo przynajmniej Najgłówniejszym Księgowym.

A wszystko to podlane obficie słowami o miłości bliźniego.

 

3 01.2013

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • @Humpty Dumpty 23:19:13
    ///Rozumiesz zatem, czemu w gruncie rzeczy czuję sie bokononistą?///

    A jaki jest Pański stosunek do Słowa Bożego ?
  • Pieniądz zniszczy każdą duchowość/ religijność.
    "Zarejestrowanym członkiem wspólnoty można zostać tylko wtedy, gdy wpłaca się na jej rzecz tak zwaną dziesięcinę. Zbierane od członków KGB pieniądze pozwalają inwestować w ziemię i nieruchomości, utrzymywać zawodowych szefów regionalnych zgromadzeń"

    >>> KRK niestety nie jest wolny od materialnych pokus, a to źle rokuje
  • Pierwszy raz słyszę.
    Trzeba poczekać, a sprawa się sama rozwiąże, jak wszystkie dotąd.
  • Sekciarze ...
    Materialne pokusy koinonistów to jeszcze nic w porównaniu z manipulacjami, których się dopuszczają w celu zdobycia członków. I ... wobec tych, którzy zdecydują się wystąpić z sekty.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930